O chłopcu, który sprzedał swój śmiech (Timm Thaler oder das verkaufte Lachen) 2017

Chłopiec o złotym sercu, żeby uregulować długi rodziny, sprzedaje swój śmiech

Timm Thaler jest sierotą, który mieszka w latach 20. wraz ze swoją macochą i przyrodnim bratem w centralnym niemieckim mieście. Jego ojciec nie żyje, ale chłopiec zachowuje po nim żywe wspomnienie, bo miał w zwyczaju zabierać go ze sobą na emocjonujące wyścigi konne. Ojciec nigdy jednak nie wygrywał żadnych większych sum, a macocha również prędzej się zadłuża, niż bogaci. Pomimo biedy Timm często się śmieje, a jego pogoda ducha i nieustanne żarty są w całej miejscowości wręcz legendarne. Pewnego dnia chłopiec w pobliżu toru wyścigowego spotyka tajemniczego barona Łebaida, który daje chłopcu iskrę nadziei na zmianę jego smutnego losu – każdy wskazany przez niego koń okazuje się zwycięski. Baron proponuje Timmowi umowę – w zamian z jego śmiech, zwycięstwo we wszystkich zakładach. Chłopiec przystaje na jego warunki, ale dopiero po fakcie orientuje się, jak straszny popełnił błąd.

 

Moja ocena: 9/10 („rewelacyjny”) „O chłopcu, który sprzedał swój śmiech” to nowa wersja często ekranizowanej powieści James Krüssa z 1962 r., która doczekała się nie tylko ekranizacji kinowych i przedstawień teatralnych, ale nawet mini-serialu. Jest to obfitująca w mnóstwo zwrotów akcji przypowieść o pieniądzach, szczęściu, oraz o tym, czy lepiej byłoby nam być kimś innym – piękniejszym, bogatszym, może bystrzejszym. Przygoda, którą przeżywa Timm Thaler, zaczyna się od prostego zakładu, a kończy się na potyczce z najsilniejszym przeciwnikiem, w zasadzie o wszystko. Film jest emocjonujący i jego przekaz wciąż aktualny, mimo że akcja dzieje się prawie 100 lat temu. Wielkie brawa należą się twórcom za wierne oddanie charakteru lat 20-tych XX wieku – zarówno pod względem strojów, jak i pewnych cech tj. rozwarstwienie społeczne i wszechobecność nowinek technicznych, które tamtą epokę pod wieloma względami upodabniają do współczesności. Świetny film dla widza w każdym wieku.

csm__GMB7773_1400_01_cf8a030b0c

Podobne: Podobny do Timma Thalera klimat dekadencji można odnaleźć w holenderskim filmie „Abel – latający windziarz”

Удивительная находка, или самые обыкновенные чудеса 1986

Dziewięcioletni Maxim wierzy, że tajemnicza śrubka przynosi mu szczęście.

Trzecioklasista Maxim Rybkin z powodu drobnej postury jest obiektem prześladowań rówieśników, którzy ciągle starają się spłatać mu jakiegoś figla. Pewnego ranka zauważa tajemniczy błyszczący przedmiot zlatujący z nieba. Tego samego dnia znajduje na ulicy śrubkę, która działa niczym amulet – sprawia, że chłopiec ratuje płonące mieszkanie wpinając się po rynnie, a także błyskotliwie wykonuje partię solową w studiu nagrań na żywo zamiast chorego kolegi Aleka. Wkrótce Maxim zostaje poproszony o dołączenie do jednej z drużyn w zbliżających się letnich zawodach. Kiedy jego prześladowcy zauważają, co jest źródłem jego sukcesów, postanawiają wykraść mu szczęśliwą śrubkę.

Moja ocena: 7/10 („dobry”) Tytuł filmu można by przetłumaczyć jako „Niesamowite znalezisko, lub najzwyklejsze cuda”. Jest to ekranizacja książki Władysława Krapiwina „Bolczik” (tł. „Śrubka”). Sam autor poprosił jednak o usunięcie swojego nazwiska z czołówki filmu z powodu jego niskiego poziomu artystycznego i znacznej zmiany oryginalnej wymowy historii, z której nie wynikało, że śrubka posiada jakąkolwiek magiczną moc. Film „Udivitelnaya nakhodka, ili samyye obyknovennyye chudesa” broni się jednak specyficznym stylem radzieckiego kina, świetną grą aktorską młodej obsady i opracowaniem muzycznym. Zwariowany, pełen energii i uroczy film dla dzieci.