Pingwiny i ciasto (Taart) 2014

Ośmioletni Kadir i jego kochający ojciec Umut szukają nowej pracy w cukierni

Ośmioletni Kadir pasjonuje się wszystkim, co jest związane z wyprawami na daleką północ. Każdego wieczora chłopiec wpatruje się w plakat zdobywcy biegunów na drzwiach swojego pokoju, a także bije rekordy wytrzymałości siedząc w wannie z lodem. Jednocześnie malec jest przejęty tym, że jego tata Umut od śmierci mamy nie może odzyskać radości życia. Kiedy Umut traci pracę w cukierni, Kadir pomaga mu w poszukiwaniu nowego miejsca, gdzie mógłby robić swoje legendarne przysmaki. Znalezienie pracy okazuje się jednak niełatwe, a właścicielka mieszkania bardzo niecierpliwa. Z pomocą przychodzi zaprzyjaźniona z Kadirem kwiaciarka, która skutecznie poleca Umuta. Niezbędna jest jednak przeprowadzka do innego miasta. Wszystko wskazuje na to, że zarówno dla Kadira, jak i dla jego ojca, będzie to trudna ekspedycja, ale przy zespołowej pracy, jest szansa na sukces.

Moja ocena: 8/10 („bardzo dobry”) Holenderski miniserial Taart to opowieść o adaptacji. Tureckie pochodzenie rodziny, delikatnie zasygnalizowane imionami głównych bohaterów to jeden z tropów. Umut podczas filmowej podróży szuka miejsca gdzie będzie mógł realizować swoją pasję – tworzyć pyszne desery, z kolei Kadir przygotowuje się do podróży, jaką jest dorastanie. Chłopiec podczas wspólnej wędrówki przekona się, co znaczy prawdziwa miłość, pozna też smak przyjaźni i dowie się, że droga na skróty nie zawsze popłaca. To podróż fascynująca, ponieważ Umut i Kadir to jeden z najlepszych duetów ojciec-syn w historii kina.

80df1f_e9cc910011fa4e1db34382ca40ca78c8

Podobne: Po „Pingwinach i cieście” warto obejrzeć „Scyzoryk„, film wyprodukowany przez tego samego producenta – holenderską firmę Bosbros.

Włoski film Mężczyzna w dziecku (Piccoli fuochi) 1985

Piccoli Fuochi

„Piccoli fuochi” zasługuje na lepszy tytuł, niż dziwaczny i pretensjonalny „Mężczyzna w dziecku„. Polski tytuł niedwuznacznie sugeruje, że tematem filmu jest pociąg seksualny kilkuletniego chłopca do kobiety, co oczywiście jest nieprawdą. Oryginalny włoski tytuł można by przetłumaczyć dosłownie jako „Małe ognie”, bądź „Małe płomienie”, co nawiązuje do zamiłowania chłopca do ognia (na początku filmu rozpala on małe ognisko w salonie).

Głównym bohaterem „Piccoli fuochi” jest sześcioletni Tommaso (Dino Jaksic). Rodzice nie poświęcają mu swego czasu. Zarówno ojciec pisarz, jak i matka pracują całe dnie, zostawiając malutkiego synka samego przed telewizorem, gdzie jest wystawiony na filmy z makabrycznymi scenami przemocy. Osamotniony Tommaso zaczyna być nawiedzany przez trójkę wymyślonych przyjaciół – Króla, Smoka i blaszanego robota Obcego. Ich złowieszcze podszepty doprowadzają do usunięcia grubiańskiej opiekunki chłopca. Sytuacja zmienia się, gdy nową opiekunką zostaje piękna i zmysłowa Mara. Tommaso znajduje u niej wytchnienie od prześladujących go zjaw. Niestety powracają one, kiedy malec staje się obserwatorem burzliwego romansu Mary z brutalnym uwodzicielem Leo.

„Piccoli fuochi” to film niepodobny do żadnego innego (pod względem niezwykłego klimatu kojarzy mi się z kanadyjskim dramatem „Mario„). Rozgrywa się w świecie małego dziecka, a mimo to jest niejednoznaczny i mroczny. Na szczęście reżyser nie przekroczył granic dobrego smaku, więc mimo że film nie nadaje się dla dzieci, to z pewnością nie jest to horror, ani thriller. Można go uznać za dramat psychologiczny z elementami fantasy. Zdecydowanie polecam.

Źródło zdjęcia:

„Piccoli fuochi” – Portal Cinema.de

Moja ocena: 9/10 („rewelacyjny”) za niezwykły oniryczny klimat i świetną rolę Dino Jaksica.