Jestem William (Jeg er William) 2017

William próbuje uratować swojego wujka hazardzistę przed zemstą bossa mafii

Jedenastoletni William mieszka z wujem Nilsem, który go przygarnął po śmierci ojca. Mama chłopca znajduje się w szpitalu dla nerwowo chorych, w którym leczy załamanie psychiczne. Odwiedziny u niej upływają na wspólnym milczeniu. Chłopiec jest też nękany przez kolegę ze szkoły Martina i jego bandę oraz zakochuje się w Violi, która chodzi wraz z nim do klasy. Na domiar złego wujek, którego pasją są wszelkiego rodzaju zakłady i gra w karty na pieniądze, zadłuża się na ogromną kwotę u miejscowych gangsterów. William postanawia zacząć działać i udaje się na rozmowę z przywódcą mafii, żeby odroczył spłatę długu…

 

 

Moja ocena: 9/10 („rewelacyjny”) Jestem William to film o odwadze, o łucie szczęścia i wartości rodziny. O tym, że czasem trzeba wziąć sprawy w swoje ręce, pokazać charakter i zawalczyć. To film o dorastaniu i stawaniu się sobą.

Sympatyczny młody bohater i emocjonująca fabuła to nie jedyne atuty filmu. Jego największymi zaletami jest mnóstwo humoru (wcale nie czarnego ani wisielczego) i nieprzewidywalne zakończenie. Film powstał na podstawie książki popularnego w Danii autora dla dzieci Kima Fupza Aakesona. Głównego bohatera gra uroczy jedenastoletni piegus Alexander Magnússon.

MV5BZTA1ZjNjZWYtOWM0OS00MjQ0LTlhNzktZTA5Yzg5M2VlMzU2XkEyXkFqcGdeQXVyOTc0NjI1Ng@@._V1_SX1777_CR0,0,1777,999_AL_

Moja żyrafa (Dikkertje Dap) 2017

Nierozłączni przyjaciele Rafał i jego żyrafa Raf idą do szkoły

Pięcioletni Rafał i jego ukochany przyjaciel Raf to rówieśnicy – urodzili się tego samego dnia i co roku wspólnie obchodzą urodziny. Rafał codziennie odwiedza zoo, w którym pracuje jego dziadek, żeby zobaczyć Rafa i się z nim pobawić. Kiedy zbliża się szkoła, chłopczyk jest przekonany, że będzie mógł do niej pójść wraz ze swoją żyrafą. Okazje się jednak, że zwierzęta, poza pluszakami, nie mogą chodzić do szkoły, a ponadto szkoła jest sympatycznym, ale na dłuższą metę dość nudnym miejscem. Rafał zatrudnia więc dziadka, żeby pomógł mu zwiać ze szkoły, ale plan nie wypala, bo dziadek i nauczycielka niespodziewanie się zakochują.

 

Moja ocena: 9/10 („rewelacyjny”) Film „Moja żyrafa” wraz z takimi tytułami jak „Kacper i Emma” czy „Żaby i ropuchy” wpisuje się w nurt filmów o przełamywaniu pierwszych lodów, zadzierzganiu przyjaźni, które mówią o tym że czasem trzeba znaleźć w sobie odwagę zarówno do ważnych decyzji jak i do małych psot. Przyjaźń to nie taka łatwa sprawa, szczególnie w dobie wszechobecnych smartfonów i epidemii samotności. Znalezienie bratniej duszy zaczyna być trudniejsze niż kiedykolwiek wcześniej, więc takie filmy są bardzo potrzebne. „Moja żyrafa” choć rodzicom może się nieco znudzić, jest filmem mądrym, zabawnym i bez przemocy, nadaje się dla widzów w każdym wieku. Bardzo polecam.

vlcsnap-2018-10-07-13h12m34s946

Podobne:

Filmy dla dzieci z krajów Beneluksu o tym, że nie warto się wtapiać w tłum, a bycie odważnym, oryginalnym i przebojowym nie jest złe: „Villads„, „Życie według Nino„, „Jack Bestelt Een Broertje„.

Kald mig bare Aksel 2002

Mały Duńczyk postanawia przejść na islam, bo miejscowi muzułmanie są cool

Jedenastoletni Aksel mieszka w Danii wraz z irytującą starszą siostrą i mamą, która jest zapracowana, bo samotnie wychowuje dzieci. Chłopiec jest zafascynowany stylem życia młodych Muzułmanów, którzy jeżdżą szybkimi samochodami, noszą na piersiach złote łańcuchy i wszystkie dziewczyny się w nich kochają. Chciałby być jednym z nich, ale nie ma dość pieniędzy, żeby kupić naszyjnik, więc szuka innych sposobów – próbuje podkraść naszyjnik siostrze, stara się nauczyć mówić zwroty po arabsku, a nawet przychodzi do meczetu. Jednocześnie wraz z koleżankami Anniką i Fatimą chciałby wystąpić na Konkursie Młodych Talentów, żeby wygrać główną nagrodą i zdobyć uznanie. Niestety Fatima dostaje szlaban i nie może wychodzić z domu., ale mimo to dzieci nie poddają się i dalej przygotowują się do występu.

Moja ocena: 10/10 („arcydzieło”) Wspaniała komedia gwarantująca wyśmienitą zabawę, a jednocześnie film o rodzinie, przyjaźni, spełnianiu marzeń i potrzebie szacunku wobec odmienności. Jej silnymi stronami są rozbrajający humor, wartka akcja i genialne charakterystyki postaci. Jedynym minusem filmu jest to, że od lat 90-tych, w których klimacie utrzymany jest „Kald mig bare Aksel”, bardzo zmienił się stosunek do migrantów – na gorsze. Taki film prawdopodobnie dziś by nie powstał, a szkoda, bo jest tym bardziej potrzebny.

„Kald mig bare Aksel” to pełnometrażowy debiut jedenastoletniego Adama Gilberta Jespersena z 2002. Młody aktor rok później zagrał w głównej roli w równie udanym filmie „Nieznośni smarkacze” w reżyserii Giacomo Campeotto.

1477576991-1d19b72bc2ce1cd8378f57da091f341a4bcd604e.jpg

Podobne:

Dla spragnionych duńskiego kina o problemach młodzieży polecam dwa inne tytuły: „Mirakel” i „Ktoś jak Hodder” na podstawie powieści Bjarne Reuter „Hodder ocala świat” z 1998 roku. Warto też zwrócić uwagę na dzieło tego samego scenarzysty Bo Hr. Hansen „Szybkim krokiem” z 2014 roku.

Miłość pisana Braillem (Le coeur en braille) 2016

Najzdolniejsza uczennica w klasie zaprzyjaźnia się z najgorszym uczniem – Victorem, który zdaje się być jej ostatnią i jedyną szansą na spełnienie marzeń

Marie pochodzi z wysoko sytuowanej rodziny – ma bogatych rodziców o wysokim statusie społecznym, którzy wspierają ją w pasji, jaką jest gra na wiolonczeli. Marie jest jednocześnie najlepszą i najładniejszą uczennicą w klasie. Dziewczynka skrywa jednak przed wszystkimi dramatyczny sekret – cierpi na nieuleczalną chorobę oczu, która szybko pozbawia ją wzroku. Marie jest przekonana, że kiedy prawda o jej chorobie wyjdzie na jaw, to ojciec umieści ją w specjalistycznym ośrodku, gdzie już nigdy nie będzie mogła profesjonalnie zajmować się grą na wiolonczeli. Wpada więc na sprytny plan – podrzuca na klasówce ściągę najgorszemu uczniowi w klasie – Victorowi, który nieoczekiwanie dostaje najwyższą ocenę, zaczyna mu też pomagać w nauce. Victor, w swojej prostoduszności, nie podejrzewając instrumentalnego wykorzystania go, zastanawia się, czy to może początek prawdziwej miłości?

Moja ocena: 10/10 („arcydzieło”) Bezpretensjonalna i zabawna historia o tym, że można znaleźć wspólny język tam, gdzie odmienności zdają się być tak ogromne, że aż nie do przekroczenia, że miłość do muzyki może mieć zaskakująco odmienne formy oraz o tym, że najbardziej przyciągają się przeciwieństwa, bo po prostu świetnie się uzupełniają.

„Miłość pisana Braillem” to jeden z najbardziej zaskakujących i najsłodszych filmów o miłości, jakie kiedykolwiek nakręcono. Jego największą zaletą jest to, że na sposób komediowy pokazuje, że nikt z nas nie jest idealny, ma swoje małe dziwactwa, braki, ma czasem nieszczere intencje, ale miłość (bardzo szeroko pojęta – rodzicielska, dziecięca, romantyczna) jest własnie od tego, żeby te bariery przekraczać i pokonywać.

Film doczekał się kinowej dystrybucji w Polsce. Co więcej – świetnego polskiego dubbingu. W Victora wcielił się Kacper Karolak, który wcześniej podarował swój głos Finnowi w „Przygodach Finna” i Cukini w „Nazywam się Cukinia”. Nie potrafię wyobrazić sobie lepszego aktora w tej roli, Kacper wypadł swobodnie i niesamowicie przekonująco. Dzięki niemu film, pomimo solidnego osadzenia w kulturze francuskiej, nabrał swojskiego kolorytu.

Der Grosse Sommer 2016

Psotny malec zabiera podstępem byłego mistrza sztuk walki, a obecnie podstarzałego sąsiada Antona w podróż do Japonii

Mały Hiro to Szwajcar japońskiego pochodzenia, który uwielbia oglądać walki sumo, ponieważ wierzy, że jego ojciec był ich zawodnikiem. Chłopiec jest sierotą, została mu tylko babcia. Sąsiadem Hiro jest pan Anton, który uwielbia konstruować statki w butelkach. Hałaśliwy sąsiad to dla niego prawdziwe utrapienie, ale mimo to lubi Hiro. Mężczyzna wie o pasji chłopca, więc wysyła mu kiełbasę i czekoladę w koszyku, ponieważ jak na przyszłego zapaśnika sumo Hiro jest nieprzyzwoicie chudy i drobny. Pewnego dnia babcia Hiro umiera, chłopiec zostaje zabrany do domu dziecka, ale za sprawą sprytnej intrygi udaje mu się namówić Antona, żeby poleciał z nim do Japonii, żeby mógł zapisać się do szkoły sumo. Chłopiec nie wie, że Anton jest byłym mistrzem tradycyjnych szwajcarskich zapasów, ale porzucił je ze względu na tragiczny wypadek.

Moja ocena: rewelacyjny (9/10)

Stanowiący połączenie komedii i kina drogi film familijny „Der Grosse Sommer” nie miał szerokiej dystrybucji. Był pokazywany w szwajcarskich kinach i telewizji, został również wydany na Blu-ray, ale niestety bez angielskich napisów. Mimo to „Der Grosse Sommer” jako film o łamaniu podziałów miedzy kulturami i między generacjami w dużej mierze opiera się na języku emocji – mimika i gesty grają tu ogromna rolę, więc warto go obejrzeć, nawet bez znajomości dialektu alemańskiego i języka japońskiego, którymi to posługują się bohaterowie.

Film mocno nawiązuje też do klasycznej amerykańskiej komedii „The Geisha Boy” z 1958 r., w którym trochę nieudolny magik grany przez Jerry’ego Lewisa zawiązuje nić przyjaźni z małym Japończykiem, sierotą i przeżywa wraz z nim serię komicznych przygód w Japonii. Oba filmy łączy też to, że mimo pięknego i mądrego przesłania całkowicie odrzucają dydaktyczne zapędy i zatracają się w prawdziwej komedii pomyłek.

Podobne:

W kategorii „przygoda w dwójkę w Japonii” nie ma licznej konkurencji. Oprócz „Geisha Boy” warto obejrzeć też słodko-gorzką komedię „Kikujiro” Takeshi Kitano z 1999 r.

Ruby and Rata (1990)

Wymarzona najemczyni okazuje się rockmanką z ośmioletnim synem

Ruby skończyła osiemdziesiąt trzy lata i właśnie odebrano jej prawo jazdy. Żeby uniknąć widma przeprowadzki do domu starców, kobieta rozważa wynajęcie komuś nieużywanej części domu. Ruby marzy o sąsiedztwie młodej businesswoman, najlepiej anglikanki, która w razie czego mogłaby jej udzielić pomocy. W poszukiwaniach odpowiedniej kandydatki pomaga jej bratanek, który dla niepoznaki przedstawia się jako agent nieruchomości. Kiedy w domu pojawia się potencjalna najemczyni – ubrana w czerwony kostium Rata – Ruby jest przekonana, że to idealny wybór. Rata podczas spotkania nie wspomina jednak o tym, że ma syna Williego, kłopoty z opieką społeczną, pracuje co prawda w firmie finansowej, ale jako sprzątaczka, a ponadto stara się o angaż jako wokalistka punkowego bandu The Apocalypse. Rata i Willy wprowadzają się do domu Ruby i wszystko wskazuje na to, że szykuje się istna katastrofa.

Moja ocena: 9/10 („rewelacyjny”) Pietystycznie przygotowane autorskie dzieło, wystudiowane jak malarstwo dawnych mistrzów, a jednocześnie nieco zwariowana komedia z mnóstwem muzyki, magii i niezwykłych zbiegów okoliczności. Zaskakująco świeże kino wprost z Nowej Zelandii, które pozwala ujrzeć życie z innej perspektywy, odmienia serce i przywraca wiarę w ludzką dobroć. Kawałek uroczego filmowego świata nie tylko dla miłośników komediodramatów, ale też dla wszystkich, którzy po prostu szukają w kinie „czegoś więcej”.

Podobne: „Ruby i Rata” to unikalny film, niepodobny do niczego innego, ale jeśli miałbym wskazać coś zbliżonego, to polecam 2 pełne temperamentu produkcje z odległej Hiszpanii: „Mateuszek” i „La Guerra de papá”.

O chłopcu, który sprzedał swój śmiech (Timm Thaler oder das verkaufte Lachen) 2017

Chłopiec o złotym sercu, żeby uregulować długi rodziny, sprzedaje swój śmiech

Timm Thaler jest sierotą, który mieszka w latach 20. wraz ze swoją macochą i przyrodnim bratem w centralnym niemieckim mieście. Jego ojciec nie żyje, ale chłopiec zachowuje po nim żywe wspomnienie, bo miał w zwyczaju zabierać go ze sobą na emocjonujące wyścigi konne. Ojciec nigdy jednak nie wygrywał żadnych większych sum, a macocha również prędzej się zadłuża, niż bogaci. Pomimo biedy Timm często się śmieje, a jego pogoda ducha i nieustanne żarty są w całej miejscowości wręcz legendarne. Pewnego dnia chłopiec w pobliżu toru wyścigowego spotyka tajemniczego barona Łebaida, który daje chłopcu iskrę nadziei na zmianę jego smutnego losu – każdy wskazany przez niego koń okazuje się zwycięski. Baron proponuje Timmowi umowę – w zamian z jego śmiech, zwycięstwo we wszystkich zakładach. Chłopiec przystaje na jego warunki, ale dopiero po fakcie orientuje się, jak straszny popełnił błąd.

 

Moja ocena: 9/10 („rewelacyjny”) „O chłopcu, który sprzedał swój śmiech” to nowa wersja często ekranizowanej powieści James Krüssa z 1962 r., która doczekała się nie tylko ekranizacji kinowych i przedstawień teatralnych, ale nawet mini-serialu. Jest to obfitująca w mnóstwo zwrotów akcji przypowieść o pieniądzach, szczęściu, oraz o tym, czy lepiej byłoby nam być kimś innym – piękniejszym, bogatszym, może bystrzejszym. Przygoda, którą przeżywa Timm Thaler, zaczyna się od prostego zakładu, a kończy się na potyczce z najsilniejszym przeciwnikiem, w zasadzie o wszystko. Film jest emocjonujący i jego przekaz wciąż aktualny, mimo że akcja dzieje się prawie 100 lat temu. Wielkie brawa należą się twórcom za wierne oddanie charakteru lat 20-tych XX wieku – zarówno pod względem strojów, jak i pewnych cech tj. rozwarstwienie społeczne i wszechobecność nowinek technicznych, które tamtą epokę pod wieloma względami upodabniają do współczesności. Świetny film dla widza w każdym wieku.

csm__GMB7773_1400_01_cf8a030b0c

Podobne: Podobny do Timma Thalera klimat dekadencji można odnaleźć w holenderskim filmie „Abel – latający windziarz”